Mniej kin, więcej kaset wideo: jak wyglądała kinematografia w Trójmieście w latach 90.

Historia kina w Trójmieście ewoluowała stopniowo, a każda dekada w tej branży miała swoją unikalną specyfikę. O ile po II wojnie światowej kina w Gdańsku i Gdyni znajdowały się na każdym kroku i stanowiły szalenie popularne miejsca rozrywki, o tyle w latach 90. mieszkańcy znacznie chętniej wybierali domowe zacisze. Surowa cenzura reżimu komunistycznego odeszła w niepamięć, dzięki czemu wybór filmów, seriali i programów telewizyjnych stał się nieporównywalnie bogatszy. W domach trójmieszczanie zasiadali przed telewizorami, by z zapartym tchem śledzić losy bohaterów „Słonecznego patrolu”, „Doktor Quinn” czy kultowej polskiej „Ekstradycji”, a do kin ruszali na głośne blockbustery, takie jak „Titanic” czy „Ogniem i mieczem”. Lata 90. przyniosły transformację na każdym kroku: w polityce, mentalności społeczeństwa oraz oczywiście w samej kinematografii – przypomina portal gdansk-trend.eu.

Jak kasety VHS wyparły tradycyjne kina

W ostatnią dekadę XX wieku Polska wkroczyła z zupełnie nową rzeczywistością polityczną i społeczną. Mniej ograniczeń we wszystkich sferach życia oraz zachłyśnięcie się upragnioną wolnością to kluczowe cechy polskich lat 90. Choć od lat 50. do 80. w Gdańsku i Gdyni prężnie działało kilkadziesiąt kin, to później ich liczba zaczęła drastycznie spadać. Wszystko za sprawą błyskawicznie rosnącego rynku kaset wideo, który opanował kraj.

Gdy w Polsce pojawiły się pierwsze nośniki VHS, mało kto mógł pozwolić sobie na własny magnetowid – sprzęt ten był towarem iście luksusowym. Same kasety również nie grzeszyły jakością. Zdobywano je głównie na lokalnych bazarach, nierzadko przymykając oko na fatalny obraz i amatorski lektorski dubbing. Wybór także nie rzucał na kolana; królowało kino akcji klasy B oraz tania erotyka.

Złota era lat 90. dała jednak drobnym przedsiębiorcom długo wyczekiwaną szansę na rozwój własnego biznesu. W efekcie niemal w każdej trójmiejskiej dzielnicy jak grzyby po deszczu wyrastały wypożyczalnie kaset wideo. Odtwarzacze stały się wkrótce standardowym elementem wyposażenia domów, a popyt na nowości filmowe był tak ogromny, że przed punktami nierzadko ustawiały się długie kolejki.

Jeden z założycieli gdyńskiej wypożyczalni wspominał, że już w pierwszy weekend po otwarciu na półkach ostała się zaledwie jedna taśma – cała reszta została natychmiast rozebrana. Punkt miał mnóstwo stałych bywalców, którzy zaglądali po filmy dosłownie codziennie, a przed weekendami całe rodziny potrafiły wypożyczać nawet po 8-10 tytułów naraz.

Mimo sprzyjającej koniunktury gospodarczej, w połowie lat 90. trójmiejski rynek wideo odnotował zauważalne spowolnienie. Wynikało to z dwóch powodów. Po pierwsze, konsumenci stali się znacznie bardziej wymagający i kiepskiej jakości amatorskie kopie przestały im wystarczać. Po drugie, skutecznym hamulcem dla dzikiego rynku okazała się nowa ustawa o prawie autorskim, która uderzyła w wypożyczalnie opierające swój asortyment na pirackich kasetach.

Co trójmieszczanie oglądali na szklanym ekranie?

Choć biznes wideo miał się nieźle aż do przełomu wieków, stacje telewizyjne zaczęły kusić widzów coraz bardziej atrakcyjną ramówką. Po ostatecznym zniesieniu cenzury wiodące kanały ogólnopolskie zalała fala zagranicznych formatów, filmów i seriali. Polacy wreszcie mogli z wypiekami na twarzy śledzić perypetie bohaterów „Mody na sukces”, „Doktor Quinn” czy „Beverly Hills, 90210”. Prawdziwym oknem na świat stała się również rosnąca dostępność telewizji satelitarnej i kablowej.

Prawie każdą głośną produkcję można było z czasem obejrzeć bez wychodzenia z domu. Kultowe poniedziałkowe pasmo filmowe w Polsacie zrzeszało przed ekranami całe rodziny. Młodzież szukająca muzycznych nowości i kolorowych teledysków przełączała na kanały MTV lub Viva, a prawdziwą gratką dla kibiców stał się debiut stacji Canal+ w połowie dekady. Poszerzyła ona swoją ofertę sportową o ekskluzywne transmisje polskiej Ekstraklasy.

Omawiając medialne nawyki w Trójmieście, nie można pominąć historycznego momentu, gdy mieszkańcy Gdańska, Gdyni i Sopotu dostali od telewizji coś więcej niż tylko rozrywkę. Wkrótce na antenie legendarnej lokalnej stacji Sky Orunia zaczęły pojawiać się trójmiejskie wiadomości, relacje z najważniejszych wydarzeń z regionu, seanse z udziałem popularnej wróżki Benity, a nawet pierwsze pasma reklamowe.

Masowe zamykanie kin i gdyńskie „Oscary”

Dynamiczny rozwój rynku domowego wideo oraz nowoczesnej telewizji przyniósł spodziewany efekt – sale kinowe zaczęły świecić pustkami. Utrzymanie tak ogromnej bazy obiektów, jaką Trójmiasto mogło pochwalić się jeszcze w latach 60., straciło rację bytu, co doprowadziło do masowych zamknięć. W końcówce XX wieku zaledwie dziewiętnaście produkcji zdołało w Polsce przekroczyć prestiżowy próg miliona widzów. Największą frekwencją tradycyjnie cieszyły się rodzime ekranizacje wielkiej literatury. Hit „Ogniem i mieczem” zgromadził w kinach imponujące siedem milionów widzów (choć dla porównania, „Potop” w latach 70. obejrzało aż 20 milionów Polaków). Słynny „Titanic” przyciągnął nad Wisłą trzy i pół miliona osób, a animowanego „Króla Lwa” obejrzało o pół miliona widzów mniej. W czołowej dziesiątce absolutnych hitów kasowych lat 90. znalazły się także takie blockbustery jak „Park Jurajski”, „Flintstonowie”, „Gwiezdne wojny: Mroczne widmo” oraz „Pocahontas”.

Lata 90. to również czas branżowych eksperymentów. Doskonale odczuli to na własnej skórze organizatorzy Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Na początku dekady wprowadzono tam format wręczania nagród wyraźnie wzorowany na amerykańskich Oscarach. Ponieważ jednak liczba produkcji aspirujących do Złotych Lwów była ogromna, w każdej kategorii drastycznie zawężono liczbę nominacji. Innowacja ta spotkała się z dużą falą krytyki i ostatecznie zrezygnowano z niej już w 1993 roku.

Warto również dodać, że z inicjatywy cenionego reżysera i twórcy teledysków, Yacha Paszkiewicza, od 1991 roku w Gdańsku zaczęto organizować ceremonię wręczenia nagród dla twórców najlepszych polskich wideoklipów muzycznych.

Comments

...