Znany sopocianin: historia aktora Winfrieda Glatzedera

„Belmondo z Sopotu” – tak często mówi się o Winfriedzie Glatzederze, znakomitym aktorze wywodzącym się z Trójmiasta. Artysta zdobył uznanie daleko poza granicami swojego rodzinnego miasta. Trudno się temu dziwić. Z legendarnym Jean-Paulem Belmondo łączy go nie tylko uderzające podobieństwo fizyczne, ale także niezwykła charyzma i wielki talent. Największa sława i sukcesy zawodowe czekały na niego za zachodnią granicą, w Niemczech. Losy Glatzedera i jego bliskich przypominają gotowy scenariusz z Hollywood. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to samo przeznaczenie pchnęło go na aktorską ścieżkę – zauważa portal gdansk-trend.eu.

Trudne dzieciństwo i zawiłe losy rodziny

Matka Winfrieda, Ellen Werner, miała żydowskie korzenie i zarabiała na życie jako szwaczka. Z kolei jego ojciec, Franz Glatzeder, był lekarzem. Para wzięła ślub w 1942 roku. Zrobili to wbrew woli ojca Ellen, który nie potrafił zaakceptować faktu, że jego jedyna córka wychodzi za medyka bez wyższego wykształcenia uniwersyteckiego.

Winfried przyszedł na świat 26 kwietnia 1945 roku w Sopocie, który w tamtym czasie oficjalnie znajdował się już w granicach Polski. Przyszły aktor nigdy nie poznał swojego ojca. Franz zginął w radzieckiej niewoli w 1944 roku, jeszcze przed narodzinami syna. Niestety, mały Winfried szybko stracił również kontakt z matką. Ellen przeszła niezwykle ciężki poród, co doprowadziło u niej do głębokiej depresji poporodowej i pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Jakby tego było mało, kobieta zaraziła się tam gruźlicą. Kolejne lata spędziła na żmudnym leczeniu w licznych szpitalach i sanatoriach.

Winfried po raz pierwszy zobaczył matkę dopiero jako pięciolatek. Jednak pełne zjednoczenie rodziny nastąpiło dopiero dziesięć lat po jego narodzinach. Do tego czasu chłopcem opiekowali się dziadkowie ze strony matki, mieszkający w Berlinie. Ponieważ dziadek Winfrieda prowadził własną firmę budowlaną, dziadkowie często musieli wyjeżdżać w delegacje. W takich sytuacjach zmuszeni byli oddawać wnuka pod tymczasową opiekę do domu dziecka.

Wiedza i doświadczenie dziadka Winfrieda okazały się na wagę złota w zrujnowanym wojną mieście. Jednak gdy w 1948 roku rozpoczęła się radziecka blokada Berlina, losy rodziny przybrały zupełnie inny obrót. Gustav Adolf, wraz z bliskimi i swoją firmą, przeniósł się do sektora radzieckiego. Tam jego kariera nabrała zawrotnego tempa. Został burmistrzem dzielnicy Lichtenberg oraz posłem do Izby Ludowej NRD pierwszej kadencji. Dla rodziny nastał czas dobrobytu: otrzymali służbową willę, samochód i liczne przywileje. Sielanka nie trwała jednak wiecznie. Gdy Gustav Adolf Werner przestał być użyteczny dla wschodnioniemieckich władz, budujących państwo na wzór radziecki, błyskawicznie pozbawiono go stanowisk i profitów. Niedługo potem zachorował na raka i zmarł w 1956 roku.

Droga na wielki ekran

Winfried zaczął zdradzać talent aktorski już w czasach szkolnych w Lichtenbergu. Jego scenicznym debiutem była rola Dzielnego Krawczyka z baśni braci Grimm. Choć początkowo wybrał dłuższą ścieżkę edukacji – zdobył dyplom inżyniera-technika – to ciągnęło go do występów. Jeszcze na studiach technicznych, wspólnie z kolegą, założył grupę kabaretową. Ostatecznie pasja zwyciężyła i w 1965 roku Winfried rozpoczął studia na prestiżowym Uniwersytecie Filmu i Telewizji im. Konrada Wolfa w Babelsbergu (Poczdam).

Na wielkim ekranie zadebiutował jako 22-latek. W początkowym okresie kariery obsadzano go głównie we wschodnioniemieckich westernach, takich jak „Ślad sokoła” czy „Tecumseh”. Jednak prawdziwą sławę w krajach niemieckojęzycznych przyniosła mu niezapomniana kreacja w kultowym filmie „Legenda o Paulu i Pauli” z 1973 roku.

Źródło zdjęcia: https://www.mdr.de/

Życie w komunistycznej NRD stawało się dla aktora z Sopotu coraz bardziej uciążliwe. Prawdziwym utrapieniem były nieustanne próby zwerbowania go przez tajną policję Stasi. Mając dość inwigilacji, w 1981 roku Glatzeder złożył oficjalne wnioski o zgodę na opuszczenie kraju. Udało mu się to rok po złożeniu dokumentów. Wcześniej jednak pozbawiono go obywatelstwa – co było standardową procedurą władz wobec wyjeżdżających z NRD.

Po przyjeździe do Niemiec Zachodnich aktor spędził trochę czasu w obozie dla uchodźców, a następnie z sukcesem wrócił do zawodu. W nowej rzeczywistości regularnie pojawiał się na ekranach oraz deskach teatralnych. W 2008 roku wydał głośną autobiografię zatytułowaną „Paul und ich”. Współczesnym widzom na całym świecie z pewnością zapadła w pamięć jego wybitna rola w drugim i trzecim sezonie przebojowego serialu Netflixa – „Dark”.

Odkrywanie rodzinnych tajemnic

Źródło zdjęcia: https://www.mdr.de/

Pewnego dnia, przeglądając pamiątki po dziadku, Winfried natrafił na intrygujące dokumenty z wykazem rodzinnych nieruchomości. Od lat słyszał zresztą opowieści o ogromnym majątku pozostawionym w Gdańsku i Sopocie. Łączną wartość utraconego mienia wyceniono na 905 tysięcy marek, co w przeliczeniu daje dziś oszałamiającą kwotę blisko trzech milionów euro. Lista sporządzona przez Gustava Adolfa Wernera obejmowała aż 25 nieruchomości. Stare fotografie potwierdzały ten status: widać na nich dziadków w otoczeniu luksusowych wnętrz, drogich obrazów, rzeźb i kosztownych antyków, których wartość mogła dorównywać cenie samych budynków.

Glatzeder przez całe życie postrzegał dziadka jako zagorzałego komunistę, który z zapałem budował państwo robotników i chłopów. Sam aktor również nie pasował do wizerunku „wnuka milionera”. Zaintrygowany swoją historią, w 2017 roku postanowił wyruszyć do Sopotu, by na własną rękę rozwikłać zagadki z przeszłości. Jego śledztwo wzbudziło ogromne zainteresowanie – Winfried stał się głównym bohaterem popularnego niemieckiego programu dokumentalnego „Śladami przodków”.

Poszukiwania dawnej fortuny naprowadziły aktora na zupełnie nowe, nieznane mu dotąd fakty z życia jego pradziadków. Okazało się, że jego pradziadek, Wilhelm Werner, był niezwykle cenionym architektem w Gdańsku i Sopocie. Projektował przede wszystkim luksusowe rezydencje i kamienice dla bogatej burżuazji, a do tego z powodzeniem prowadził własną pracownię architektoniczną.

Comments

...