Sceny zbiorowego szaleństwa fanów, towarzyszące narodzinom epoki rock’n’rolla, są znane niemal każdemu. Piski, wyznania miłości rzucane w stronę idola, próby dotknięcia gwiazdy, a nawet najbardziej desperackie zachowania podczas koncertów – to obrazy, które kojarzymy z występami Elvisa Presleya, The Beatles czy Michaela Jacksona. Mało kto jednak wie, że podobna mania panowała na długo przed nimi, i to na koncertach muzyki klasycznej. Taką reakcję wywoływał wybitny polski kompozytor Ignacy Jan Paderewski. Podziwiano go, pisano o nim książki, a jego występy przyciągały tysiące wielbicieli, pisze portal gdansk-trend.eu. Wizyta artysty w Gdańsku stała się kolejnym, niezwykle ważnym rozdziałem w jego barwnej biografii.
Najważniejsze fakty z biografii muzyka

Ignacy Jan Paderewski urodził się w 1860 roku na Podolu, w polskiej rodzinie szlacheckiej. Wykształcenie muzyczne odebrał w Warszawskim Instytucie Muzycznym pod koniec lat 70. XIX wieku, gdzie później pracował jako wykładowca. Jednak to za granicą zdobył prawdziwą sławę. Po śmierci żony w 1880 roku, z którą był związany zaledwie rok, Paderewski wyjechał do Berlina, a zarobione pieniądze pozwoliły mu kontynuować naukę w Wiedniu. Koncertował i wykładał w Strasburgu, Paryżu i Londynie, a także wielokrotnie odwiedzał Stany Zjednoczone, które stały się kluczowym punktem jego kariery.
W latach 90. XIX wieku Amerykę opanowała „paddymania” – termin ukuty od nazwiska kompozytora, którego w USA nazywano pieszczotliwie „Paddy”. Paderewski był pierwszym pianistą, który wystąpił solo w Music Hallu (późniejszym Carnegie Hall). Koncert zgromadził 3700 osób – był to kompletny anszlag. Znaczną część publiczności stanowiły młode kobiety, które dziś nazwalibyśmy fankami, ale wtedy określano je mianem „dziewcząt Paderewskiego”. Koncerty artysty emanowały magnetyczną atmosferą, a wielbicielki pisały, że polski pianista sprawia, iż ich serca zamierają, rozpalając je od środka.
Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej Paderewski dał się poznać jako wielki patriota, a w czasie konfliktu poświęcił się działalności charytatywnej i dyplomacji. Gdy Polska odzyskiwała niepodległość, kompozytor przebywał w USA. Rozumiał jednak, że kraj potrzebuje jego autorytetu i politycznego zaangażowania. Postanowił natychmiast wrócić do ojczyzny, wybierając drogę przez Gdańsk, gdzie wziął udział w kluczowym spotkaniu.
Paderewski w Gdańsku
25 grudnia 1918 roku Ignacy Jan Paderewski przybył do Gdańska. Na miejscu kompozytora oraz jego towarzyszy powitała delegacja czołowych polskich działaczy, z Wojciechem Korfantym i Stefanem Łaszewskim na czele. Goście zatrzymali się w słynnym hotelu w Gdańsku „Danziger Hof”. Po krótkim odpoczynku i posiłku, który Paderewski w swoich pamiętnikach określił jako fatalny ze względu na powojenne braki żywności, politycy przystąpili do rozmów. Choć dokładna treść narady nie jest znana, można przypuszczać, że dotyczyła ona przyłączenia Pomorza i Gdańska do odradzającej się Polski. Polska strona głęboko w to wierzyła, choć ostatecznie, jak pokazała historia, Gdańsk ogłoszono Wolnym Miastem.
Wieczór uświetniła kolacja, na którą prowiant dostarczyła zamożna polska rodzina, dbając o godne ugoszczenie delegacji. Oprawę muzyczną zapewnili lokalni artyści, wykonując m.in. fragmenty jedynej opery napisanej przez Paderewskiego – „Manru”. Zaśpiewała Halina Czarlińska, a sam Paderewski, mimo gorszego samopoczucia, zasiadł do fortepianu, by jej akompaniować.
Następnego dnia, około godziny 11:00, kompozytor opuścił Gdańsk pociągiem. Na dworcu żegnała go licznie zgromadzona grupa mieszkańców, świadoma wagi tej historycznej wizyty.
Pamiątką po tym wydarzeniu jest jedna z gdańskich ulic, która nosi imię Ignacego Jana Paderewskiego.





