Bim-Bom – sława studenckiego teatru

Studencki teatr Bim-Bom stał się prawdziwą sensacją powojennego Gdańska. W czasie, gdy II wojna światowa dobiegła końca, ludzie ponad wszystko pragnęli po prostu żyć. To właśnie wtedy inicjatywę przejęła utalentowana młodzież, tworząc mały, ale niezwykle ambitny projekt. Bim-Bom oferował nowe idee, potężną dawkę emocji i niezapomniane wrażenia. W ciągu zaledwie pięciu lat swojego istnienia teatr ten dokonał prawdziwej rewolucji kulturalnej w nadmorskim mieście. Spektakle przyciągały tłumy, a zespół zdobył uznanie w wielu krajach. Teatr jest cenny nie tylko ze względu na swoją twórczość, ale także historię, która stała się głosem całego pokolenia, o czym pisze gdansk-trend.eu. Czas poznać bliżej ten jasny błysk na mapie polskiej kultury, jakim był Bim-Bom.

Narodziny Bim-Bomu

Teatr Bim-Bom powstał w Gdańsku w 1954 roku. W owym czasie miasto było prawdziwą mekką dla ludzi kreatywnych i ambitnych. Zjeżdżali tu aktorzy, reżyserzy, architekci i wszyscy, którzy czuli potrzebę rozwoju. Okres powojenny sprzyjał odbudowie – otwierały się uczelnie, powstawały liczne organizacje. Był to również czas ożywienia życia studenckiego, a młodzi ludzie instynktownie szukali wspólnoty. Można śmiało powiedzieć, że Bim-Bom stał się najbardziej wyrazistym symbolem tej epoki. Nie dlatego, że idealnie wpisywał się w ówczesny system, lecz wręcz przeciwnie – szedł pod prąd.

Historia zaczęła się, gdy młody i perspektywiczny aktor, Zbigniew Cybulski, objął stanowisko instruktora artystycznego na Politechnice Gdańskiej. Zmęczony tradycyjnym podejściem do teatru, postanowił stworzyć własny projekt. Choć jesienią 1954 roku nikt nie myślał jeszcze o wielkiej sławie, to właśnie wtedy studencka grupa zadebiutowała na scenie. Ich pierwszą „deską” była stołówka jednego z budynków Politechniki przy ulicy Siedleckiej 4, znana jako „Bratniak”. Ponieważ młodzież łaknęła kultury, w budynku szybko znalazło się miejsce na występy. Pierwsza produkcja, „Na deskach”, przeszła do historii jako program zerowy Bim-Bomu. Wkrótce do ekipy dołączyli studenci Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie oraz Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. Co ciekawe, trzon grupy stanowili „umysły ścisłe”, choć to doświadczenie liderów nadało całości profesjonalny sznyt. Wiosną 1955 roku zespół wystawił swój pierwszy oficjalny spektakl pod nazwą Bim-Bom, ruszając pewnym krokiem w stronę legendy.

Studencki teatr stał się fenomenem. W opozycji do nudnej i ocenzurowanej sztuki, Bim-Bom oferował świeżość i nieszablonowość. Młodzież chciała mówić o sprawach codziennych, dodając życiu kolorów. Mimo komediowej formy, teatr poruszał ważkie tematy i skłaniał do głębokiej refleksji. Na zewnątrz jednak trzymał fason absurdu i humoru, co idealnie oddawała jego nazwa. Poetka Agnieszka Osiecka trafnie zauważyła, że ludzie potrzebowali radości, którą dawał Bim-Bom, a sami studenci robili wszystko, by nie utonąć w szarości tamtych lat.

Twórcy, którzy zmienili historię

Historii Bim-Bomu nie da się opowiedzieć bez ludzi, którzy go tworzyli. Ich zasługą był nie tylko świetny repertuar, ale i unikalna atmosfera pracy. Stworzyli środowisko, w którym każdy mógł rozwinąć skrzydła. Niektórzy dołączali do trupy jako znane już postacie, dla innych teatr stał się trampoliną do wielkiej kariery.

Opowieść tę należy zacząć od Zbigniewa Cybulskiego, który przyjechał do Trójmiasta w poszukiwaniu inspiracji. Początkowo grał w Teatrze Wybrzeże, ale jego śmiałe wizje nie mieściły się w tradycyjnych ramach. Równolegle w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie grupę artystyczną prowadził inny niezastąpiony aktor – Bogumił Kobiela. Duet Cybulski-Kobiela stał się legendarny. Panowie nie tylko wspólnie rozwijali teatr, ale byli też bliskimi przyjaciółmi. Na scenie wykazywali idealną synergię aktorską i reżyserską, a prywatnie dzielili mieszkanie, które zawsze było otwarte na gości i imprezy. Jeśli nie było ich w domu, z pewnością można ich było spotkać w którymś z gdańskich klubów.

Idealnym dopełnieniem zespołu była grupa z Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, którą opiekowali się Wowo Bielicki i Jacek Fedorowicz. Dzięki nim do teatru dołączyli profesjonalni plastycy. O ile Cybulski był liderem, a Kobiela kreatywnym geniuszem, o tyle Bielicki i Fedorowicz wnosili do zespołu równowagę i nowe pomysły wizualne. Bim-Bom był dla nich całym życiem – tu nawiązywały się przyjaźnie i miłości. Projekt, który zaczął się od zaledwie 10 osób, rozrósł się do 50-osobowej trupy. Wśród nich byli tacy artyści jak Jerzy Afanasjew, Tadeusz Chyła, Tadeusz Wojtych, Mieczysław Kochanowski, Agnieszka Osiecka czy Elżbieta Chwalibóg.

Kultowy repertuar

Bim-Bom był dziełem czystego entuzjazmu. Choć w latach 50. istniało wiele podobnych organizacji, tylko nieliczne osiągnęły taki sukces. To amatorskie kabaretowe przedsięwzięcie z Gdańska podbiło serca widzów. Pierwszy spektakl pod szyldem Bim-Bomu, program „Ahha”, wystawiono 2 maja 1955 roku w teatrze lalkowym „Miniatura” we Wrzeszczu. Sukces był tak błyskawiczny, że nazwę zespołu wybrano naprędce podczas studenckiego zebrania. Okazała się ona strzałem w dziesiątkę, idealnie pasując do filozofii absurdu.

Niedługo potem Bim-Bom pojechał do Warszawy na Festiwal Teatrów Satyrycznych. Choć faworytem był stołeczny STS, to gdańska młodzież oczarowała jury i zdobyła pierwsze miejsce. Sukces obnażył jednak problem braku stałej sceny. Aktorzy występowali na Politechnice, w „Miniaturze” czy na Scenie Kameralnej w Sopocie, ale Bim-Bom najbardziej kojarzy się z legendarnym klubem „Żak”. Najważniejszym punktem w ich historii był spektakl „Radość poważna” z marca 1956 roku. Przekaz był mocny: postać Koguta symbolizowała system i ludzi zaślepionych złem, natomiast Kataryniarz uosabiał marzycieli i pasjonatów życia.

Oprócz tych hitów, teatr zaprezentował jeszcze „Toast” (1957) i pożegnalne „Coś by trzeba” (1959). Bim-Bom wyszedł daleko poza Gdańsk i Warszawę, ruszając w trasę po Europie. Paryż, Wiedeń, Amsterdam – trupa gościła na najważniejszych festiwalach i scenach. Działalność zakończyli w 1960 roku występem w Brukseli, prezentując najlepsze fragmenty swojego dorobku. Teatr przestał istnieć wraz z końcem studenckiego życia jego twórców.

Manifest wolności

Bim-Bom narodził się w momencie, gdy Polacy najbardziej potrzebowali zmiany. Zamiast sztywnych reguł, przyniósł dobro, humor i nadzieję. Stał się prawdziwym manifestem pokolenia, które pragnęło innego życia. Teatr opierał się na lekkości, innowacyjności i solidarności. Nie było tu sztywnego podziału ról – aktor mógł reżyserować, a reżyser świetnie grać. Zespół czerpał z codzienności, a członkowie klubu grali po prostu samych siebie.

W Bim-Bomie praca i zabawa stanowiły jedność. Artyści żyli jak jedna wielka rodzina, wspólnie spędzając czas i dyskutując o sztuce. To właśnie w tej autentyczności tkwił sekret ich sukcesu. Choć atmosfera była lekka, teatr mówił o sprawach fundamentalnych. Wolność twórcza wyrażała się poprzez satyrę, parodię i metaforę. Zespół po mistrzowsku operował światłem, dźwiękiem i obrazem, ograniczając słowa na rzecz pantomimy. Bim-Bom udowodnił, że sztuka może odrywać od polityki i uczyć cieszenia się każdą chwilą. Ten magiczny stan trwał 5 lat, ale legenda Bim-Bomu pozostała w pamięci gdańszczan na dekady.

Comments

.......